23.12.2012
Po nieprzespanej nocy i obfitym śniadaniu zaczęliśmy się pakować do wyjścia. Wzięliśmy po 3 pary ubrań na zmianę, jednak większość osób wbrew moim radom postawiła na wygląd, nie na komfort. Gdy skończyliśmy się pakować, zanieśliśmy wszystko do paru aut, stojących na parkingu. Wybraliśmy dużą Toyotę, Lexusa, Land Rovera i fajne Subaru. Nawet nie wiedziałem ,że ktoś w Łodzi miał takie autko. Dziękowaliśmy wszyscy losowi za to, że kluczyki były w stacyjkach. A najlepsze, że w Subaru znaleźliśmy rewolwer! Z jednym bębenkiem pocisków. Szczęśliwym znalazcą był Maciek. Maciek jest dobrym przyjacielem. Dba o wszystkich jak o własną rodzinę. No i właśnie, rodzina. Poczułem się dzisiaj jak jakiś winowajca, ponieważ od pierwszych dni kataklizmu w ogóle o nich nie myślałem. Zastanawiałem się, co też się z nimi dzieje. Czy przeżyli? Pewnie nie. Zaproponowałem, żeby przeszukać też inne auta, ale znaleźliśmy w nich tylko konserwy i 2 scyzoryki. Karawana pojazdów wyjechała na ulicę. Mieliśmy jechać powoli i ostrożnie, ale ludzie z Land Rovera rozpędzili się i rozbili o jakiś budynek, który zwalił im się na głowy. Była to duża strata, ale nawet nie zaczęliśmy przeszukiwać gruzów. Było wiadomo, że już po nich. Dziwnie to musiało wyglądać - grupa 13-sto i 14-sto latków jadących w sportowych autach przez centrum Łodzi, zniszczone atakiem kosmitów. Mimo, że nigdy nie jeździliśmy, szło nam całkiem nieźle. Do czasu, aż dojechaliśmy na Widzew. Gdy zatrzymaliśmy się na chwilę przy stadionie, jacyś ludzie zaczęli do nas strzelać z karabinów! Na miejscu padło czterech naszych. Atakujących była trójka. Wszyscy byli dorosłymi mężczyznami. Dziurawili pojazdy jak masło. Po chwili padły kolejne dwie osoby, wtedy Maciek wychylił się zza auta i wystrzelił cztery pociski, z czego jeden trafił pierwszego z mężczyzn w brzuch; zatoczył się i zaczął głośno jęczeć. Razem z Pierzakiem i Łucją (nawet fajna i pomocna dziewczyna, ogólnie lubiana przez wszystkich) oraz Edytą (bardzo ładna i znowu lubiana przez wszystkich, według mnie najfajniejsza dziewczyna w grupie) zakradliśmy się od tyłu i ukucnęliśmy za jakimś samochodem. Powiedziałem im, żeby poszli do jakiegoś bloku, a sam schyliłem się po karabin, którym okazał się M-16 i strzeliłem serią w drugiego mężczyznę. Trzeciego nie zdołałem trafić, ponieważ dziewczyny, razem z Kacprem, zrzuciły mu z wysokości doniczkę, przez co ten zemdlał. Szymon chciał go zabić, ale mu przeszkodziliśmy. Szymon to taki zabijaka i typowy dres, ale tak jak z Dawidem da się go lubić. Ma tylko zbyt wybuchowy temperament. Związaliśmy mężczyznę sznurem od bielizny i rozbiliśmy obóz w Biedronce. Na szczęście była pełna wszystkiego, co można znaleźć w sklepie. Jako, że zabiłem jednego z gości, M-16 należało do mnie. AK-47 drugiego poszło do Szymona, a jeszcze jedno M-16 do Jędrka. Jędrek to najbardziej religijny z nas, trochę otyły chłopak. Przed kataklizmem chciał zostać biskupem i wygląda na to, że nadal to jego główny cel w życiu. Nawiązując jeszcze do nowo zdobytej broni, to każdy z nas ma po 2 magazynkach. Albo przypadek, albo zostali wyposażeni przez większą grupę. Gdy bandyta się obudzi przepytamy go. Niestety, nie obudził się dzisiaj, więc ustawiliśmy Jędrka oraz Szymona na warcie a sami poszliśmy spać (wreszcie).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz