czwartek, 11 kwietnia 2013

Sekta

24.12.2012      (Zepsuta Wigilia)
Obudził mnie głośny ryk silnika. Zerwałem się ze śpiwora, wziąłem M-16 i pobiegłem do drzwi. Jędrek i Szymon celowali właśnie do grupki ludzi. Podeszłem do nich, a gdy zobaczyłem, że nie mają broni, kazałem chłopakom opuścić karabiny. Jędrek natychmiast posłuchał, ale Szymon cały czas celował do postaci. Bez ostrzeżenia zaczął strzelać. Rzuciłem się na niego, ale powalił mnie jednym silnym ciosem. Leżąc, widziałem, jak uderzył Jędrka, a następnie wziął go na ramię i gdzieś zaniósł. Potem zemdlałem. Obudziłem się w ciemnym pomieszczeniu, cuchnącym zgniłym mięsem. Po chwili moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, więc podszedłem do drzwi i zacząłem w nie mocno uderzać. Wtedy ktoś podszedł do drzwi i je otworzył. Nie widziałem jego twarzy, bo miał maskę, ale był to dorosły mężczyzna. Wziął mnie pod pachę i zaczął nieść, więc zacząłem się wyrywać. Zaskoczony wypuścił mnie, a ja korzystając z okazji szybko uciekłem. Wybiegłem z jednego korytarza do drugiego, od którego odchodziła ogromna ilość tuneli. Nie wiedziałem gdzie pójść, ale sądząc po głosach, mężczyzna zaczął mnie gonić. Wybrałem więc jakiś korytarz po lewej stronie, a gdy się rozdzielił pobiegłem w prawo. Było tutaj bardzo dużo drzwi, wszystkie ponumerowane od 1 do 5000. Ale brakowało numeru 666. Zacząłem się zastanawiać, czy nie trafiłem do jakiejś postapokaliptycznej sekty religijnej, panicznie bojącej się szatana. A patrząc na ilość krzyży miałem rację. Wszedłem do pokoju nr. 1, w którym znajdowało się metalowe łóżko, umywalka i stolik, a także pistolet! Wziąłem pistolet , ale nie widziałem nigdzie dodatkowych magazynków. Miałem więc tylko 7 pocisków. Wszedłem do następnego pokoju. Wystrój był taki sam, więc wyjąłem z pistoletu magazynek i wsadziłem do kieszeni. Wchodziłem po kolei do różnych pokoi, mając nadzieję, że znajdę w nich coś lepszego, ale nic innego nie było. Zawsze łóżko, umywalka, stolik i pistolet. Zresztą, trzeba by opisać wystrój całego ośrodka.    Zbudowany był z metalowych, zardzewiałych płyt. Co 10 metrów na ścianie wisiała lampka, jak w tych starych bunkrach. Podłoga była z popękanego betonu, co jakiś czas uzupełnianego kamieniami. Sama atmosfera była naprawdę upiorna. Nagle usłyszałem głośny dzwonek. Najpierw myślałem,że to alarm z mojego powodu, ale po chwili zza rogu wyszła ogromna grupa robotników, zmierzająca chyba do swoich pokoi. Wszedłem szybko do pokoju numer 665 i zatrzasnąłem drzwi na zamek. Szybko rozejrzałem się wokół i ujrzałem zupełnie inny wystrój. Pokój był duży, z podwójnym łóżkiem, wanną , porządnym biurkiem a nawet  starą kuchenką! Jednak coś innego przykuło mój wzrok - drzwi numer 666 znajdujące się między kuchenką a biurkiem. Podszedłem do nich i nacisnąłem klamkę, ale były zamknięte. Zacząłem więc przeszukiwać biurko, pełne dokumentów. W ostatniej szufladzie znajdowało się Uzi, a obok klucz z numerkiem 666. Otworzyłem więc drzwi, i wszedłem do pomieszczenie z wycelowanym Uzi. Zauważyłem włącznik światłą, więc pstryknąłem go i o mało nie zwymiotowałem. Pomieszczenie było pełne porozcinanych ciał regli. Wszędzie porozstawiane były próbówki z dziwnymi substancjami. Jedna próbówka byłą szczególna - świeciłą na zielono i miała nalepkę, z oznaczeniem skażenia biologicznego. Nie wiem czemu, ale jakoś mnie przyciągała, miałem wrażenie, że do mnie mówiła. Nagle obudziłem się z transu trzymając odkręconą próbówkę przy twarzy. Wybudził mnie odgłos wyważanych drzwi. Wszedł mężczyzna, wziął za rękę i zaprowadził do tego dużego łóżka. Zakopałem się w kołdrze i natychmiast zasnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz