sobota, 13 kwietnia 2013

Męczennik

28.12.2012
Obudził mnie Bogdan. Powiedział, żebym z nim poszedł, więc bez zastanowienia ubrałem się i podążyłem za mężczyzną. Doszliśmy do wielkiej stołówki. Dopiero teraz widziałem, jak dużo jest tu osób. Milion to może sporo zaokrąglona liczba, ale dałbym głowę, że na stołówce jest co najmniej pięćset tysięcy ludzi. Dostałem trzy kromki chleba, trochę masła oraz mleko w kartoniku. Brakowało mi szynki lub sera, ale się nie skarżyłem. Po śniadaniu Bogdan postanowił oprowadzić mnie po kompleksie. Weszliśmy do jakiejś staromodnej kolejki górniczej i jechaliśmy do góry około 10 minut, zanim dotarliśmy do wielkiej, zardzewiałej bramy. Mój przewodnik poprosił strażnika o jej otwarcie, lecz ten nie chciał się zgodzić, wtedy Bogdan pokazał mu jakieś pismo, żołnierz się zgodził i brama strasznie skrzypiąc otworzyła się. Z początku oślepiło mnie światło, jednak szybko zorientowałem się, że nie jest to światło słoneczne. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do światła, zerwałem się z miejsca i zacząłem uciekać. Czemu? Na krzyżu w pentagramie wisiał rozszarpany Jędrek, cały wysuszony od lamp grzejnych. Bogdan złapał mnie i powiedział.
- Widzisz go? Nie chciał gadać. To samo może się stać z tobą, jeśli nie wyjawisz nam paru sekrecików.- zabrakło mi głosu w gardle. Bogdan wziął mnie za ramię i wrzucił do tej samej komórki, w której obudziłem się parę dni wcześniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz