22.12.2012
Obudził nas dojmujący chłód. Ognisko już dawno wygasło, a grudzień to grudzień. Rozeszliśmy się po galerii, aby poszukać przydatnych rzeczy, takich jak scyzoryki czy baterie. Po godzinie udało nam się zgromadzić całkiem spory zapas narzędzi survivalowych. Postanowiliśmy przeczekać w centrum jeszcze ze dwa dni, a następnie poszukać lepszego schronienia. Mam wrażenie, że słyszę niedaleko głosy nie należące do osób z mojej grupy. Jestem pewien ,że są to głosy ludzkie. Ciekawe ile takich grup jak nasza, jest jeszcze w Łodzi? Dotąd starałem się tego unikać, ale myślę ,będę powoli przedstawiał osoby które się tutaj znajdują. Przede wszystkim mojego najlepszego kolegę ,czyli Kacpra Pierzaka. Jest on tutaj prawdopodobnie najbardziej ogarniętą osobą, (co jest raczej dziwne ,patrząc na jego wcześniejsze zachowanie). Jest raczej mały i razem z Dawidem upolował dzikiego bernardyna, który wałęsał się po galerii.W ten sposób skończył się dzisiejszy dzień. Rozpaliliśmy wielkie ognisko z mebli i ubrań i ugotowaliśmy tego psa. A właśnie ,nie opisałem Dawida. Dawid to takie trochę niezrównoważone dziecko, ale jak chce to potrafi być naprawdę pomocny. Swoją drogą ta psina smakowała naprawdę nieźle, a ,że był to naprawdę duży bernardyn, to wystarczyło mięsa dla wszystkich. Postanowiłem z Kacprem Brudlem (kolejna osoba, taki klasowy przystojniak, przed kataklizmem uwielbiany w klasie, zawsze można na niego liczyć) stanąć na warcie. Kto wie ,co może przyjść w nocy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz