wtorek, 30 kwietnia 2013

Przyjaciele

12.01.2013
Dzisiaj zaraz po śniadaniu przyszła do mnie wiadomość, że możemy się spotkać ze znajomymi! Odrazu wszedłem na facebooka i umówiłem się z paroma znajomymi na wyjście do McDonalda o 14. Byli to Dawid, Kacpry, Maciek, Edyta, Łucja a także parę innych osób których jeszcze nie przedstawiłem. Niestety, McDonald był zapełniony, podobnie jak KFC i Pizza Hut  więc dzięki podpowiedziom GPS'a  udaliśmy się do Burger Kinga. Jak można się było spodziewać , świecił pustkami, ale w końcu z tego powodu tu przyszliśmy. Mimo ,że kanapki były zbyt tłuste jak na mój gust, to dobrze się bawiliśmy. Po obiedzie poszliśmy do kina na Iron Mana 3. Niestety był po angielsku i byłem chyba jedyną osobą, która prawie niczego nie rozumiała. Przynajmniej efekty były ciekawe. Po dniu pełnym zdarzeń wróciłem do domu, gdzie siedziałem również do końca dnia.

Kolejne Odpowiedzi

11.01.2013
Z samego rana zostałem zaprowadzony na kolejne przesłuchanie. Tym razem facet w białym kitlu zadawał mi pytania przez 3 godziny. Nie byłoby w tym niczego dziwnego gdyby nie to, że nic z tego nie pamiętałem. Kiedy mężczyzna przestał mi zadawać pytania, ocknąłem się i zapytałem kiedy zaczynamy. Odpowiedział, że już wszystko wie i że teraz może mi wszystko opowiedzieć. Opowiadał o tym, że dzięki mojej i paru tysięcy innych osób krwi, Wybrańcom udało się utworzyć wirusa. Nikt po za samą sektą nie wiedział jak ten wirus ma działać, ponieważ jeniec kiedy próbował to wyjawić niespodziewanie umarł. Zupełnie jak tamten bandyta, podczas przesłuchania w biedronce! Naukowcy rozpoczęli więc prace nad szczepionką na tego wirusa, mimo iż nikt nawet nie wiedział co on właściwie robi. Prawdopodobnie wirus został rozpylony miesiąc temu na terenie Ameryki północnej i południowej, więc liczyły się sekundy. Okazało się też, że osoby z Europy ,Azji i Afryki nie są zarażone. Dlatego prawdopodobnie właśnie od nich będzie zależeć los ludzkości. Spytałem się jeszcze dlaczego właśnie ja mam domek, a moi znajomi nie. Naukowiec odpowiedział, że ze względu na moje przeżycia.
-Taaa... -pomyślałem-bardzo śmieszne. - Ale bez słowa dałem się zaprowadzić do domku, gdzie zostałem przez resztę dnia.

Psycholog

10.01.2013
Gdy rankiem przyszedł żołnierz, natychmiast poprosiłem go, by dali mi dostęp do psychologa. Dostałem zgodę i wiadomość, na której było napisane, że psycholog przyjedzie do mnie o 15.00. Do tego czasu siedziałem w pokoju i kończyłem czytać 5 część GONE'A. Doktor przyjechał punktualnie. Był to miły i wesoły staruszek, który od razu po przyjściu rozpoczął badanie. Najpierw pokazywał mi plamy atramentu. Widziałem różne zwierzęta i bronie, a raz regla. Ale kiedy doktor pokazał mi ostatni obrazek , nie wiem dlaczego, ale przeraziłem się. Przypominało mi to oczy w ciemności. Nie wiem co to były za oczy, ani dlaczego tak się na ich widok przeraziłem, ale postanowiłem nie mówić o tym psychologowi. Staruszek następnie zaczął zadawać mi pytania typu jak się dzisiaj czuję, albo czy mam depresję. Po półgodzinnym badaniu doktor powiedział, że wszystko jest w porządku, a następnie wyszedł. Byłem zawiedziony, nie tego się spodziewałem, ale nic nie mówiłem. Pod koniec dnia znalazłem na fejsie parę znajomych osób i zacząłem konwersację. Wszyscy moi znajomi nadal mieszkali w tamtych metalowych barakach. Czym się tak bardzo wyróżniałem? Czy na pewno jedynie tym, że znalazłem się u Wybrańców? Nie wiedziałem co myśleć, więc położyłem się spać.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Zaproszenia

9.01.2013
Przez cały dzień czekałem z nadzieją, że ktoś przyjdzie i da mi odpowiedzi na miliony pytań kłębiących się w mojej głowie. Niestety, nikt nie przyszedł. Robiłem więc wszystko, by nie zanudzić się na śmierć. Dopiero pod koniec dnia, na tablecie wyświetlił się komunikat oznajmiający, że internet został włączony dla wszystkich osób z Europy. Przez chwilę zastanawiałem się, czy mowa jest o milionach czy raczej tysiącach, a następnie zalogowałem się na moje facebookowe konto. Zdziwiony, ujrzałem ogromną ilość wiadomości i jeszcze większą ilość zaproszeń do grona znajomych. Wszyscy gratulowali mi przeżycia i chcieli poznać szczegółowo moją historię. Poczułem się dziwnie. Przed atakiem regli żadna z tych osób nawet nie zwróciłaby na mnie uwagi. Oznaczało to, że dzięki kataklizmowi stałem się sławny. Stałem się sławny dzięki miliardom zabitych ludzi. Przez chwilę czułem się, jak wielki władca mający w garści cały świat. Przez resztę dnia czułem do siebie tylko obrzydzenie. Póki co zostawiłem zaproszenia w spokoju. Nie wiedziałem co z nimi zrobić. Jedyne co było pewne, to moja prośba o wizytę u psychologa.

sobota, 27 kwietnia 2013

Odporność

8.01.2013
Obudziłem się wypoczęty w moim nowym domku. Zjadłem smaczne śniadanie i wziąłem się za czytanie książek ,które znalazłem w biblioteczce. Zająłem się głównie serią GONE, która spodobała mi się na tyle, by zapomnieć o reszcie świata. Z czytelniczego letargu wyrwał mnie dopiero odgłos zamykanych drzwi. Zerwałem się znad książki i poszedłem zobaczyć kto wszedł do domku. Było to jakiś żołnierz, który powiedział, że mam się stawić u głównego naukowca. Bez słowa poszedłem za mundurowym, by po krótkiej przejażdżce jeepem znowu dotrzeć do sektora A0001. Zostałem zaprowadzony do tego samego pokoju przesłuchań co poprzedniego dnia. Czekałem pół godziny, zanim naukowiec znowu się zjawił, ale po przyjściu poczęstował mnie pysznymi ciastkami jabłkowymi. Zaczął mówić:
-Wiem jak się musisz czuć, nie wiesz co się dzieje, czego od ciebie chcemy i dlaczego właśnie od ciebie, dlatego postanowiłem Ci to pokrótce wytłumaczyć. Kojarzysz, jak wybudziłeś się po filtracji krwi u wybrańców? Oni tak naprawdę przeprowadzali na tobie eksperyment. Chcieli stworzyć pewnego wirusa, a twoja wytrzymałość na krew regli wyraźnie ich zaciekawiła. Dzięki twojej krwi udało im się wyhodować nowy szczep, umiejący przetrwać w skrajnych warunkach. Ostatecznie nie wiemy czy im się udało. Wiemy jedynie tyle, że dzięki twojej krwi może nam się udać w przyszłości stworzyć szczepionkę. Zgadzasz się na pobranie?
-Tak-odparłem bez namysłu. Ostatnie co później pamiętam, to obudzenie się w moim łóżku. Nie chciało mi się wychodzić, więc po prostu znowu zasnąłem.

piątek, 26 kwietnia 2013

UWAGA!

Przepraszam za chwilowy zastój bloga. Niestety, potrwa on jeszcze 2,3 dni. Być może uda mi się wrzucić coś wcześniej, ale nic nie obiecuję! Jakby co, blog działa dalej ;)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Przesłuchanie

7.01.2013
Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. Wszedł jakiś mundurowy i powiedział do mnie po polsku:
-Chodź ze mną na przesłuchanie.- Ja zdziwiony zacząłem się pytać jakie znowu przesłuchanie, ale wtedy on pokazał mi kartkę ,na której napisane było to jedno zdanie. Zrozumiałem, że nie umie mówić po polsku i przeklinałem się w duchu,że nie uważałem nigdy na angielskim. Bez słowa poszedłem za nim. Szliśmy przez wielki obóz przez jakieś 10 minut, a następnie weszliśmy do wojskowego humvee. Jechaliśmy prawie pół godziny przez osiedla kolejnych państw, aż dotarliśmy do Sektora A0001. Czekało tam jeszcze parę innych osób, a także masa żołnierzy. Zostałem zaprowadzony do sali przesłuchań, wyglądającej zupełnie tak samo jak na filmach. Naprzeciwko mnie usiadł facet w białym kitlu i powiedział, że mam mówić samą prawdę pod groźbą śmierci. Zaschnęło mi w gardle. W tym samym momencie człowiek w kitlu podał mi szklankę wody. Następnie powiedział ,,Tak". Spytałem się ,,Słucham?"
-Umiem czytać w myślach.
-Ale ja o tym nie pomyślałem...
-Dobra, koniec sztuczek. Po prostu odpowiadaj.
-Dobra.
-Co robiłeś u Wybrańców?
-Eeee... Chyba byłem uwięziony.
-Brałeś udział w tworzeniu regli?
-To pytanie mnie rozwaliło. Zacząłem się idiotycznie śmiać i przestałem dopiero wtedy, kiedy zobaczyłem grobową minę faceta.
-Jeszcze raz, brałeś udział w tworzeniu regli?
-Nie.
-Skąd się wziąłeś u Wybrańców?
-Kolega mnie ogłuszył i gdzieś zaniósł, a oni mnie znaleźli.
-Widziałeś proces tworzenia regli, lub coś z tym związanego?
-Znalazłem pomieszczenie ,w którym leżała sterta ich porozcinanych ciał, a także dziwne próbówki.
-Mężczyzna podniósł dyktafon i nagrał  zdanie ,,Był w pomieszczeniu''. Następnie powiedział, że na dzisiaj wystarczy i kazał odprowadzić mnie do pokoju. Zdziwiłem się widząc, że jedziemy w zupełnie innym kierunku. Po chwili moim oczom ukazał się mały, uroczy domek. Powiedziano mi, że jest to mój nowy dom i ,że mam w nim zostać. Nie skarżyłem się na to. Tylko poszedłem spać.

sobota, 20 kwietnia 2013

Bombardowanie

6.01.2013 (przestawiam się na czas tutejszy)
Zgodnie z instrukcją, położyłem się spać z słuchawkami na uszach. Obudził mnie przerażający huk, najgłośniejszy jaki kiedykolwiek słyszałem, powodujący pękanie bębenków w uszach. Trwał on prawie minutę, a następnie ucichł. Po półgodzinie siedzenia w mroku dostałem mms-a , na którym było widać ziemię, tylko, że bez ewakuowanych kontynentów! W ich miejscu widniał ocean. Nie widziałem czy to żart, czy naprawdę ziemia mogła zmienić się aż tak bardzo. nagle otworzyły się drzwi ,w których następnie stanęła jakaś pani i powiedziała żebym poszedł za nią. Dotarliśmy do czegoś w stylu ogromnej sali kinowej, która mogła pewnie pomieścić kilkadziesiąt tysięcy osób. Panował ogłuszający hałas, dopóki na ekranie nie pokazał się napis : ,,WITAJ POLSKO!" . Wszyscy umilkli, kiedy każdy się zorientował jak bardzo zmalała liczebność naszych rodaków. Film opowiadał o tym, jak zaadaptować się do nowego środowiska, oraz o tym, że niebezpieczeństwo ze strony regli jest już zażegnane, dzięki akcji nuklearnej. Okazało się, że przez ogromny wybuch miliardów ton ładunków wybuchowych, cele zapadły się, a ich miejsce zajął nowy ocean- Tetyda. Aktualnie budowane miały być specjalne osiedla dla określonych narodowości, a do tego czasu mieliśmy zostać w tamtych klitkach. Gdy film się skończył ,udaliśmy się do baraków i ponownie zostaliśmy zamknięci.

Tablet

6.01.2013/5.01.2013 (według strefy czasowej)
Obudził mnie mężczyzna, który roznosił jedzenie i ładowarki. Zjadłem szybko moją rację żywnościową, a następnie podłączyłem tableta do ładowania. Wyświetliło mi się logo apple'a , a następnie napis- ,,witaj w strefie VIP". Zdziwiło mnie to, czemu jestem Vipem? I czemu strefa Vip wygląda jak afrykańskie slumsy? Postanowiłem spekulacje zostawić na później, a teraz zająć się tabletem. Była tu zainstalowana masa aplikacji typu ,,Welcome to USA! -a practical guide" . Przejrzałem pierwsze parę, dopóki nie natrafiłem na jedną polską aplikację -,,Polska". Było w niej napisane, że wszyscy ocalali z całego świata, są transportowani do Stanów, Kanady, Brazylii i Meksyku. Dowiedziałem się, że chwilowa nieaktywność regli była spowodowana ich ,,snem zimowym" i ,że wraz z nadejściem wiosny, miały się na nowo przebudzić. Aby temu zapobiec, zapadła decyzja ewakuacji wszystkich ludzi i zbombardowania Eurazji oraz Afryki bombami atomowymi. Podobno już teraz samoloty wylatywały ze swych baz, z atomówkami na pokładzie. Zrzut miał nastąpić o 7.30 następnego dnia. Specjalnie na tą okazję mieliśmy dostać specjalne nauszniki, chroniące przed falą dźwiękową. Uśmiechnąłem się po przeczytaniu tej informacji. Pod koniec dnia, kiedy przyszła kobieta z kolacją i nausznikami, został włączony internet, więc ściągnąłem sobie parę gier i cieszyłem się słodkim nieróbstwem.

Ameryka

5.01.2013
Obudził mnie silnik helikoptera. Zerwałem się na nogi i wybiegłem na dwór, sprawdzić co się dzieje. Ujrzałem 3 lądujące na ulicy helikoptery, z namalowaną amerykańską flagą. Podszedł do nas jakiś Amerykanin i zapytał 
-Can you speak english?
-Jakiś mężczyzna powiedział,, Yes I can. Get us out to helicopters, please"
-Amerykanin odpowiedział - OK, come to helicopters, we will take you out of here"
-Kiedy mężczyzna przetłumaczył zdanie ,tłum rzucił się do śmigłowców. Żołnierz powiedział jeszcze ,że później przyleci więcej śmigłowców, a następnie przeładowane helikoptery odleciały. Byłem jednym ze szczęśliwców, którym udało się znaleźć na pokładzie. Dotarliśmy do lotniska na Lublinku, gdzie czekało parę jumbo jetów, gotowych do startu. Wszędzie w powietrzu wznosiły się helikoptery, przynoszące kolejnych ocalałych. Zostaliśmy przekierowani do samolotu numer 718, który natychmiast po naszym wejściu wystartował.Rozejrzałem się dookoła, niestety, zauważyłem tylko same nieznajome twarze. Głos w radiu poinformował nas, że za parę godzin dotrzemy na lotnisko w Waszyngtonie, a teraz możemy do woli korzystać z usług lini lotniczych American Airlines. Zdrzemnąłem się, a gdy się obudziłem już lądowaliśmy na lotnisku. Nasza grupa została przekierowana do sektora G1828, gdzie czekał na nas jakiś mężczyzna. Przedstawił się jako Greg Jones i powiedział łamaną polszczyzną, że został utworzony specjalny sektor dla uchodźców z Polski. Dał nam jeszcze teblety, na których miało być wszystko opisane, a następnie zaprowadził do małych, jednoosobowych baraków. Niestety tablet miał wyładowaną baterię, a baraki były zamknięte od zewnątrz, więc mogłem tylko siedzieć i czekać.

Opowieści

4.01.2013
Dzisiaj przez cały dzień siedziałem w obozie i rozmawiałem z przebywającymi tu osobami o wszystkim i o niczym. Napiszę tylko opowiadanie Dawida przedstawiające zarys tego, co działo się po pobiciu mnie przez Szymona z osobami z mojej szkoły.
-Kiedy Szymon wrócił bez ciebie i Jędrka, wszyscy zaczęli się niepokoić i mimo jego zapewnień, że zostaliście rozstrzelani przez tamtych ludzi, Maciek zorganizował ekspedycję poszukiwawczą. Po dniu bezowocnych poszukiwań obudził się bandyta, którego pojmaliśmy poprzedniego dnia. Nic nie chciał mówić, więc zacząłem bić go kijem baseballowym , dopóki ktoś mnie nie odciągnął. Ten zaczął wtedy coś jęczeć o jakiejś bazie, zemście i monstrach. Jakieś dziewczyny zaczęły się nim opiekować i dopiero następnego dnia dopuściły nas z powrotem  do niego. Wydawał się pewny siebie i zaczął mówić o tym, że przez nas wszyscy jego koledzy nie żyją, ale wyczuwaliśmy blef. Tym razem to Maciek zaczął się nad nim znęcać tak, że skończyło się na wyrwanym paznokciu. Nasz jeniec wrzeszczał z bólu tak głośno, że musieliśmy go przydusić dopóki nie zemdlał. Minął kolejny dzień, a nam skończyło się jedzenie, więc poszliśmy na poszukiwanie zapasów. Wróciliśmy z torbami pełnymi jedzenia i wody, a także z 2 pistoletami i nożem bojowym. Tak mijały kolejne dni, przepełnione torturowaniem bandyty i poszukiwaniem zapasów. Trwało to aż do 28 grudnia, kiedy jeniec w końcu się przełamał. Był skrajnie wyczerpany, zmorzony ogromną gorączką i z regularnymi atakami padaczkowymi. Widać było, że nie dotrwa jutra i chyba ta świadomość obudziła w nim poczucie, że jak wyjawi tajemnice, to nic wielkiego się nie stanie. Zaczął więc opowiadać o tym, jak dawno temu w laboratoriach jakichś Wybrańców, dzięki zaawansowanej technice genetycznej udało się stworzyć nowy gatunek istot, nazwanych przez naukowców Reglami. Prototypowy okaz został wysłany do bazy badawczej na Syberii, jednak ładunek nie dotarł do celu, lecz rozbił się gdzieś po środku lodowej pustyni. Kiedy do stwórców pierwszego Regla doszły plotki o destrukcyjności  owych stworzeń, zaczęli tworzyć armię Regli, by zawładnąć światem. W końcu udało się stworzyć przerażającą armię stu tysięcy regli, a następnie podziemnymi tunelami wysłać na poligon treningowy w Turcji. Jednak siła regli była znacznie wyższa niż zakładano i monstra uciekły. Wpierw dotarły do wielkiego składu bomb atomowych rozmieszczonych w tajemnicy na terenie całej Turcji. Rząd dał nakaz natychmiastowej detonacji, jednak ona nie zabiła regli, a tylko skaziła i zniszczyła całą Turcję. Gdy regle powędrowały dalej w świat, amerykanie, którzy zorientowali się w sytuacji zaczęli szerzyć propagandę, że regle pochodzą z kosmosu. Okazało się, że Ameryki i Australia w ogóle nie ucierpiały. Mimo wszystko USA zaczęło wysyłać posiłki do sojuszników, żeby jakoś pomóc i w razie zwycięstwa nad reglami nie być postrzeganymi jako tchórze. I tak, gdy 97% Europejczyków, Azjatów i Afrykanów zginęło, regle zaczęły z jakiegoś nieznanego dotąd powodu padać. Wybrańcy poczuli jednak niedosyt i zaczęli tworzyć nową broń wirusa... I wtedy bandyta dostał ataku. Zaczął krwawić z oczu, nosa, ust i uszu, a po chwili wyzionął ducha. Milczenie panowało przez prawie 5 minut, ale w końcu Zanim Kacper Brudel zagonił wszystkich do śpiworów. W nocy ,Szymon zaczął mówić przez sen,, K***a za*********em go, nie wybaczy mi". Następnego dnia zaraz po przebudzeniu, został obezwładniony przez Maćka. Zaczął on wypytywać się kogo zabił i dlaczego. Szymon zrzucił go z siebie i zaczął wyrzucać z siebie potok przekleństw. Maciek zaczął mówić ,, Wiem, że zabiłeś Kamila i Jędrka..." , ale nie dokończył, gdyż Szymon rzucił się na niego. Zaczęła się chaotyczna bijatyka. W końcu Maciek zrzucił z siebie Szymona, usiadł na nim i zaczął go metodycznie okładać po twarzy, dopóki ten nie zemdlał. Następnie wziął go na plecy i wyniósł gdzieś daleko. Dało się jeszcze usłyszeć pojedynczy wystrzał i chyba każdy wie kto i w jakim celu strzelił. W Biedronce panowała ponura atmosfera do końca dnia. 30 grudnia zapadła decyzja o opuszczeniu Biedronki. Zapakowaliśmy się do naszych aut i wyruszyliśmy przed siebie. Po 15 minutach jazdy, po środku konwoju wybuchł granat, niszcząc tym samym Lexusa. Grupa rozdzieliła się wtedy, a my, czyli Dawid, Wojtek, Mateusz, Łucja, Julka i Tomek pojechaliśmy w stronę ulicy Piotrkowskiej. Jednak skończyło się paliwo, więc zaczęliśmy wałęsać się po ulicy, dopóki  nie zostaliśmy otoczeni przez grupę ludzi. Po udowodnieniu, że nie mamy złych zamiarów i ,że chcemy się dołączyć, zaprowadzili nas do tego obozu. I tak sobie spokojnie żyliśmy, a teraz dojechałeś jeszcze ty.
-Poprosiłem Dawida ,żeby zostawił mnie samego. Ta historia przewróciła mój świat do góry nogami. Położyłem się spać bardzo wcześnie licząc, że sen jakoś uspokoi moje myśli.

piątek, 19 kwietnia 2013

Obóz


3.01.2013
Po smacznym śniadaniu po raz kolejny pojechaliśmy na obchód. Na początku nic się nie działo, dopóki nie wjechaliśmy na Piotrkowską. Z jakiejś bramy spadł na nas ostrzał. Skuliliśmy się w samochodach i dziękowaliśmy w duchu za kuloodporne drzwi. Nasz kierowca padł na miejscu i rozpędzone auto rozbiło się o latarnię. Oszołomiony wyczołgałem się z auta i w tym samym momencie ktoś kopnął mnie w brzuch. Pociemniało mi przed oczami. Nagle znajomy mi głos krzyknął ,,STOP". Osoba mnie kopiąca nie posłuchała, więc ktoś zaczął się z nią szarpać, aż udało jej się odciągnąć mojego kata. Ktoś mi podał rękę- był to Michał. Oparliśmy się o samochód i wtedy zaobaczyłem kto nas napadł. Było to parę osób z mojej pierwszej grupy! Oprócz tego paru dorosłych i jeszcze dwójka nieznanych mi dzieci. Chciało mi się płakać ze szczęścia. Patrzyli na mnie jak na ducha. W końcu po chwili niezręcznej ciszy odezwałem się do nich- Co tam u was? - Dawid, który kazał przestać mnie kopać odpowiedział- Nudno, a u Ciebie?- To nie był żart nawet najniższych lotów, ale zaczęliśmy się śmiać. Jakiś dorosły spytał się Dawida czy można mi ufać, a po potwierdzeniu powiedział, że zabierze nas do kryjówki, a następnie wypuści w dalszą drogę. Kryjówką okazał się być kompleks budynków w jednej z największych bram. Niestety, widziałem tylko parę znajomych twarzy. Nigdzie nie widziałem Kacprów, Szymona ,Maćka ,Edyty i paru innych osób których jeszcze nie opisałem. W obozie panowała radosna atmosfera, mimo chłodu i oczywiście tego,że połowa ziemi została zniszczona. Dawid chciał zaprowadzić mnie do ich dowódcy, ale reszta się nie zgodziła. Michał był wystraszony i kulił się na końcu grupy, prawie się rozpłakał kiedy kazano mu oddać broń. Poprosiłem Michała żeby wrócił do komisariatu. Ja wolałem tu zostać. Policjant chętnie się zgodził i natychmiast wrócił do auta. Zdążył tylko odebrać broń i nawet nie chciał przyjąć paliwa oraz prowiantu, tylko jak najszybciej stąd odjechać. Przez resztę dnia rozmawiałem z Dawidem, ale napiszę o tym innym razem.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Policjanci

2.01.2013
Obudziłem się w ciepłym pomieszczeniu, w wygodnym łóżku, a obok mnie na krześle spał młody policjant. Krzyknąłem do niego ,żeby się obudził, a ten ze strachu spadł z krzesła. Gdy już się ogarnął, zawołał komendanta. Ten podał mi rękę a następnie zaprowadził do sali przesłuchań. Wytłumaczył mi, że ten młody policjant, nazywający się Michał znalazł mnie w początkowym stanie hipotermii i zaniósł mnie do komendy, w której obecnie się znajdowaliśmy. Opowiadał mi o tym , jak starali się pomóc wszystkim mieszkańcom i o tym jak Wybrańcy nakłonili większość Łodzi do zejścia w czeluści ich sekty. Oprowadził mnie po całej komendzie i pokazał składzik broni, w którym było co prawda tylko parę pistoletów i jedna strzelba, ale zawsze coś, zwłaszcza, że magazynków było od groma i jeszcze więcej. Powiedział mi ,że ścigają tamtych szabrowników, którzy mnie napadli, ponieważ  obrabowują wszystkich ocalałych. Następnie przedstawił mnie całej komendzie. Było tu 3 policjantów, komendant, oficer marynarki i 4 ludzi z zewnątrz. Pod koniec dnia ,wzięli mnie na objazd Łodzi. Widok tych wszystkich zniszczonych budynków był naprawdę niesamowity. Niestety, nikogo i niczego nie znaleźliśmy, więc wróciliśmy do komisariatu. Dostałem pyszny obiad , składający się z mięsa wieprzowego i surowej marchewki. Po tylu dniach, smakowało naprawdę wybornie. Położyłem sie spać bardzo wcześnie, z poczuciem bezpieczeństwa.

środa, 17 kwietnia 2013

Szabrownicy

1.01.2013
Tak. Wreszcie zaczął się rok 2013. Obudziłem się w świetnym nastroju, mimo wody kapiącej mi z dachu na głowę. Zjadłem smaczne śniadanko i wyszedłem się rozejrzeć w około Galerii. Z daleka ujrzałem dużego owczarka, jedzącego jakiś nierozpoznawalny już obiekt, więc położyłem się na ziemi, minutkę celowałem, a następnie oddałem strzał, który trafił psa dokładnie między oczy. W zwycięskim nastroju wracałem z psem na plecach do mojej kryjówki, kiedy rzuciło się na mnie parę osób. Strzeliłem na oślep i chyba trafiłem jednego w ramię, ale reszta dopadła mnie i zaczęła brutalnie kopać. Zabrali mi wszystko co miałem przy sobie ,łącznie z ciepłą kurtką ,a następnie zostawili. Leżałem tak obolały przez co najmniej godzinkę, powoli zamarzając, kiedy ktoś wziął mnie do auta, w którym zemdlałem.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Głód

31.12.2012
Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. W pobliżu nie było już żadnych zwierząt, a w domach które przeszukiwałem nie było lepiej. Zbierałem więc tylko gałęzie i siedziałem cały dzień przy ognisku, które i tak nie dawało wystarczającej ilości ciepła by ogrzać się w najzimniejszy dzień roku. Tak mnie dzisiaj tchnęło, że w końcu ostatni dzień roku, to może będą gdzieś fajerwerki puszczać. Jednak kiedy dotarło do mnie to co sam powiedziałem, to wcale nie chciało mi się śmiać. Przeraziłem się moim stopniem wygłodzenia. Musiałem jak najszybciej się dożywić, za wszelką cenę. Zebrałem więc się, zarzuciłem snajperkę na plecy i wyszedłem.   Po mniej więcej 2 godzinach marszu dotarłem do centrum Łodzi. Po raz kolejny wszedłem do Galerii Łódzkiej, licząc, że znajdę tam konserwy które wcześniej zostawiliśmy. Ku mojemu szczęściu znalazłem 7 konserw, butelkę wody a także zapałki. Było tu jeszcze sporo rzeczy do spalenia , więc rozpaliłem wielkie ognisko. Położyłem się spać z nadzieją na lepsze jutro.

Pogrzeb

30.12.2012
Obudziłem się w strasznym chłodzie. Siedziałem chwilkę ,żeby się ogarnąć, a następnie wziąłem się za dokładne przeszukiwanie domu. Najpierw zszedłem do piwnicy, która nie licząc jednej otwartej konserwy była całkowicie pusta. Wyszedłem więc z jakąś miską na dwór, nasypałem do  niej trochę śniegu, a następnie zebrałem trochę gałęzi z lasu. Gdy miałem wszystkie potrzebne rzeczy rozpaliłem ognisko i przegotowałem tą wodę. Wciąż jednak byłem głodny. Wziąłem więc snajperkę i udałem się na polowanie. Znalazłem stadko dzików, jednak spudłowałem, a huk wystraszył je na tyle, że pewnie nigdy więcej ich nie zobaczę. Tak więc upokorzony, wściekły na wszystko i przerażająco głodny siorbałem po trochu wody, która po chwili i tak się skończyła. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Nagle zwróciłem uwagę , na leżące w pobliżu ciała i postanowiłem je pochować. Znalazłem łopatę i wykopałem jeden duży ,prowizoryczny grób. Pogrzebałem następnie bliskich i odszedłem, by już więcej nie patrzeć. Odwróciłem koc na którym wcześniej leżeli na drugą stronę i ułożyłem się spać.

sobota, 13 kwietnia 2013

Ucieczka

29.12.2012
Siedziałem w tej komórce co najmniej 10 godzin, bez jedzenia i wody, w skrajnym upale, który miał chyba zwiastować to, co mnie czeka. Zastanawiałem się, jakie to pytania chcą mi zadać i dlaczego Jędrek nie chciał zdradzić odpowiedzi. A może zdradził, lecz nie dotrzymali obietnicy? Tak czy siak wolałem się o tym nie przekonywać. Ukryłem się we wgłębieniu za drzwiami i czekałem, aż ktoś przyjdzie. Po długim dłubaniu udało mi się wyciągnąć jedną z cegieł ze ściany. Prawie zasnąłem, ale w końcu jakiś mężczyzna otworzył drzwi i wszedł do środka. Rzuciłem się na niego i uderzyłem go cegłą w głowę. Zaczął się wić, więc rąbnąłem go jeszcze parę razy, zanim cegła nie zmiażdżyła mu czaszki. Dopiero po chwili, gdy adrenalina opadła, poczułem obrzydzenie do siebie, spowodowane bestialskim zabójstwem człowieka. Jednak lepiej zabić niż zostać zabitym. Przeszukałem go i znalazłem to samo Uzi, które było w pokoju 665. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że zabiłem Bogdana. Wiem, że to dziwne i lekko psychiczne, ale poczułem coś na kształt satysfakcji. Wyszedłem z celi i zacząłem się kręcić po ośrodku, dopóki nie znalazłem tamtej samej kolejki, którą wczoraj jechałem. Poprosiłem motorniczego, żeby zawiózł mnie na samą górę, co ten niezwłocznie uczynił. Nawet mnie nie spytał, czemu jadę sam, tylko bez cienia wątpliwości zawiózł mnie do wyjścia. Akurat wychodziła jakaś grupa, więc szybko wtopiłem się w tłum i wyszedłem razem z nimi. Szliśmy razem jeszcze przez chwilę, ale przy pierwszej okazji uciekłem. Znajdowałem się w jakimś lesie, chyba Łagiewnickim. Zapalił się we mnie promyk nadziei. Może jednak moja rodzina żyła? Kiedyś mieszkałem na obrzeżach tego lasu, więc dotarłem do mojego starego domu w parę minut. Był jednym z nielicznych, które jeszcze stały. Prawie wszystkie pozostałe domy były zniszczone. Pchnąłem furtkę, okazała się jednak zamknięta, przeszedłem zatem przez siatkę. Drzwi w domu miały przestrzelony zamek, więc wszedłem bez problemu. Parter był cały spalony, podobnie pierwsze piętro. Jednak drugie było całkowicie czyste. Ku mojemu zdziwieniu, znalazłem tam snajperkę i trzy magazynki. Wszystko było dobrze, zanim nie zajrzałem do ostatniego pokoju. Zobaczyłem tam cztery przytulone do siebie ciała, wszystkie podziurawione od kul i w różnym stadium rozkładu. Upadłem na kolana i zacząłem płakać. Nie zwracając uwagi na smród, przytuliłem się do moich bliskich i zasnąłem.

Męczennik

28.12.2012
Obudził mnie Bogdan. Powiedział, żebym z nim poszedł, więc bez zastanowienia ubrałem się i podążyłem za mężczyzną. Doszliśmy do wielkiej stołówki. Dopiero teraz widziałem, jak dużo jest tu osób. Milion to może sporo zaokrąglona liczba, ale dałbym głowę, że na stołówce jest co najmniej pięćset tysięcy ludzi. Dostałem trzy kromki chleba, trochę masła oraz mleko w kartoniku. Brakowało mi szynki lub sera, ale się nie skarżyłem. Po śniadaniu Bogdan postanowił oprowadzić mnie po kompleksie. Weszliśmy do jakiejś staromodnej kolejki górniczej i jechaliśmy do góry około 10 minut, zanim dotarliśmy do wielkiej, zardzewiałej bramy. Mój przewodnik poprosił strażnika o jej otwarcie, lecz ten nie chciał się zgodzić, wtedy Bogdan pokazał mu jakieś pismo, żołnierz się zgodził i brama strasznie skrzypiąc otworzyła się. Z początku oślepiło mnie światło, jednak szybko zorientowałem się, że nie jest to światło słoneczne. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do światła, zerwałem się z miejsca i zacząłem uciekać. Czemu? Na krzyżu w pentagramie wisiał rozszarpany Jędrek, cały wysuszony od lamp grzejnych. Bogdan złapał mnie i powiedział.
- Widzisz go? Nie chciał gadać. To samo może się stać z tobą, jeśli nie wyjawisz nam paru sekrecików.- zabrakło mi głosu w gardle. Bogdan wziął mnie za ramię i wrzucił do tej samej komórki, w której obudziłem się parę dni wcześniej.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Wybrańcy

27.12.2012
Obudziłem się z ogromnym bólem głowy. Nadal znajdowałem się w tym pokoju, w którym zasnąłem. Ostatnie co pamiętałem, to głosy to,że jakiś mężczyzna zaniósł mnie do łóżka. Spojrzałem na kalendarz. Dzisiaj jest 27, co znaczy,że spałem 3 doby. Leżałem jeszcze chwilę, a następnie usiłowałem wstać. Natychmiast zalała mnie fala wycieńczenia i zemdlałem na podłodze. Obudziłem się na jakiejś sali szpitalnej, a dookoła mnie stało 3 lekarzy. Byłem podpięty do ogromnej ilości kroplówek, w których była krew. Jakaś kobieta powiedziała, że już po wszystkim i żebym spróbował się podnieść. Podała mi rękę, więc ją chwyciłem, i wstałem. Poczułem kłucie w całym ciele, ale starałem się tego nie okazywać. Jakiś lekarz kazał mi się ubrać. Dopiero wtedy zorientowałem się, że jestem nagi. Pielęgniarka pomogła mi założyć ubranie, a następnie powiedziała, że muszę iść do Steve'a. Spytałem kto to jest Steve, ale mi nie odpowiedziała. Zadawałem jej całą masę pytań , ale ona wciąż milczała. Dotarliśmy do największego korytarza, i szliśmy przed siebie jakieś 20 minut, zanim doszliśmy do dużych drzwi. Pielęgniarka przekazała mnie strażnikom, a następnie udała się w drogę powrotną. Strażnik wstukał kod na jakimś starym wyświetlaczu i otworzył drzwi. Prawie wrzucił mnie do sali i zdążyłem tylko zobaczyć, że drzwi, a raczej brama są ze stali i mają ponad 2 metry grubości. Wydawało mi się to przesadą. Znowu znalazłem się w ciemnym pomieszczeniu, więc zacząłem iść przed siebie. Nagle włączyły się światła, a ja ujrzałem ogromny krzyż w pentagramie, a pod nim starego mężczyznę. Powiedział do mnie ,,podejdź synu" . Przez chwilę się wahałem, ale w końcu podszedłem. Mówił dalej - podobno chciałeś zadać wiele pytań. - Gdzie ja jetem? -Zapytałem. -W podziemiach tajnej sekty Wybrańców. Jest tu nas prawie milion osób.- Osłupiałem. Czy żartował, czy naprawdę było tu ich tak dużo? -Co mi robiliście w tym szpitalu? -Pytałem dalej. -Musieliśmy Ci przefiltrować krew. -Czemu?! -Pamiętasz tą zieloną substancję którą ruszałeś w pokoju 666? To była krew regli. Silnie toksyczna, przepalająca organy wewnętrzne w parę sekund.- Kiedy dotarło do mnie, że prawie to wypiłem, zawirowało mi w głowie.- To nie twoja wina chłopcze. Ta substancja opętała już większych od ciebie. Zanim zaczniesz zadawać kolejne pytania, pozwól,że ja cię o coś spytam dobrze?- Zgodziłem się.- Co robiłeś na powierzchni?- Próbowałem przeżyć. - Sam? - Nie, było nas około 20.- Dobrze.- Bogdan zaprowadzi Cię do twojego pokoju. -Bogdanem okazał się ten sam mężczyzna, który pomógł mi położyć się w łóżku i ten sam , który wyniósł mnie z tamtej celi. Mój nowy pokój był taki sam jak numer 665, ale bez dodatkowych drzwi. Moją uwagę przykuła katana wisząca na ścianie. Zdjąłem ją i położyłem pod łóżkiem. Tak na wszelki wypadek. Nagle poczułem wielki głód. Zajrzałem do kuchenki, w której ku mojej uldze znajdowały się udka z kurczaka. Zjadłem je , a potem poszedłem spać.

Sekta

24.12.2012      (Zepsuta Wigilia)
Obudził mnie głośny ryk silnika. Zerwałem się ze śpiwora, wziąłem M-16 i pobiegłem do drzwi. Jędrek i Szymon celowali właśnie do grupki ludzi. Podeszłem do nich, a gdy zobaczyłem, że nie mają broni, kazałem chłopakom opuścić karabiny. Jędrek natychmiast posłuchał, ale Szymon cały czas celował do postaci. Bez ostrzeżenia zaczął strzelać. Rzuciłem się na niego, ale powalił mnie jednym silnym ciosem. Leżąc, widziałem, jak uderzył Jędrka, a następnie wziął go na ramię i gdzieś zaniósł. Potem zemdlałem. Obudziłem się w ciemnym pomieszczeniu, cuchnącym zgniłym mięsem. Po chwili moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, więc podszedłem do drzwi i zacząłem w nie mocno uderzać. Wtedy ktoś podszedł do drzwi i je otworzył. Nie widziałem jego twarzy, bo miał maskę, ale był to dorosły mężczyzna. Wziął mnie pod pachę i zaczął nieść, więc zacząłem się wyrywać. Zaskoczony wypuścił mnie, a ja korzystając z okazji szybko uciekłem. Wybiegłem z jednego korytarza do drugiego, od którego odchodziła ogromna ilość tuneli. Nie wiedziałem gdzie pójść, ale sądząc po głosach, mężczyzna zaczął mnie gonić. Wybrałem więc jakiś korytarz po lewej stronie, a gdy się rozdzielił pobiegłem w prawo. Było tutaj bardzo dużo drzwi, wszystkie ponumerowane od 1 do 5000. Ale brakowało numeru 666. Zacząłem się zastanawiać, czy nie trafiłem do jakiejś postapokaliptycznej sekty religijnej, panicznie bojącej się szatana. A patrząc na ilość krzyży miałem rację. Wszedłem do pokoju nr. 1, w którym znajdowało się metalowe łóżko, umywalka i stolik, a także pistolet! Wziąłem pistolet , ale nie widziałem nigdzie dodatkowych magazynków. Miałem więc tylko 7 pocisków. Wszedłem do następnego pokoju. Wystrój był taki sam, więc wyjąłem z pistoletu magazynek i wsadziłem do kieszeni. Wchodziłem po kolei do różnych pokoi, mając nadzieję, że znajdę w nich coś lepszego, ale nic innego nie było. Zawsze łóżko, umywalka, stolik i pistolet. Zresztą, trzeba by opisać wystrój całego ośrodka.    Zbudowany był z metalowych, zardzewiałych płyt. Co 10 metrów na ścianie wisiała lampka, jak w tych starych bunkrach. Podłoga była z popękanego betonu, co jakiś czas uzupełnianego kamieniami. Sama atmosfera była naprawdę upiorna. Nagle usłyszałem głośny dzwonek. Najpierw myślałem,że to alarm z mojego powodu, ale po chwili zza rogu wyszła ogromna grupa robotników, zmierzająca chyba do swoich pokoi. Wszedłem szybko do pokoju numer 665 i zatrzasnąłem drzwi na zamek. Szybko rozejrzałem się wokół i ujrzałem zupełnie inny wystrój. Pokój był duży, z podwójnym łóżkiem, wanną , porządnym biurkiem a nawet  starą kuchenką! Jednak coś innego przykuło mój wzrok - drzwi numer 666 znajdujące się między kuchenką a biurkiem. Podszedłem do nich i nacisnąłem klamkę, ale były zamknięte. Zacząłem więc przeszukiwać biurko, pełne dokumentów. W ostatniej szufladzie znajdowało się Uzi, a obok klucz z numerkiem 666. Otworzyłem więc drzwi, i wszedłem do pomieszczenie z wycelowanym Uzi. Zauważyłem włącznik światłą, więc pstryknąłem go i o mało nie zwymiotowałem. Pomieszczenie było pełne porozcinanych ciał regli. Wszędzie porozstawiane były próbówki z dziwnymi substancjami. Jedna próbówka byłą szczególna - świeciłą na zielono i miała nalepkę, z oznaczeniem skażenia biologicznego. Nie wiem czemu, ale jakoś mnie przyciągała, miałem wrażenie, że do mnie mówiła. Nagle obudziłem się z transu trzymając odkręconą próbówkę przy twarzy. Wybudził mnie odgłos wyważanych drzwi. Wszedł mężczyzna, wziął za rękę i zaprowadził do tego dużego łóżka. Zakopałem się w kołdrze i natychmiast zasnąłem.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Zderzenie z rzeczywistością

23.12.2012
Po nieprzespanej nocy i obfitym śniadaniu zaczęliśmy się pakować do wyjścia. Wzięliśmy po 3 pary ubrań na zmianę, jednak większość osób wbrew moim radom postawiła na wygląd, nie na komfort. Gdy skończyliśmy się pakować, zanieśliśmy wszystko do paru aut, stojących na parkingu. Wybraliśmy dużą Toyotę, Lexusa, Land Rovera i fajne Subaru. Nawet nie wiedziałem ,że ktoś w Łodzi miał takie autko. Dziękowaliśmy wszyscy losowi za to, że kluczyki były w stacyjkach. A najlepsze, że w Subaru znaleźliśmy rewolwer! Z jednym bębenkiem pocisków. Szczęśliwym znalazcą był Maciek. Maciek jest dobrym przyjacielem. Dba o wszystkich jak o własną rodzinę. No i właśnie, rodzina. Poczułem się dzisiaj jak jakiś winowajca, ponieważ od pierwszych dni kataklizmu w ogóle o nich nie myślałem. Zastanawiałem się, co też się z nimi dzieje. Czy przeżyli? Pewnie nie. Zaproponowałem, żeby przeszukać też inne auta, ale znaleźliśmy w nich tylko konserwy i 2 scyzoryki. Karawana pojazdów wyjechała na ulicę. Mieliśmy jechać powoli i ostrożnie, ale ludzie z Land Rovera rozpędzili się i rozbili o jakiś budynek, który zwalił im się na głowy. Była to duża strata, ale nawet nie zaczęliśmy przeszukiwać gruzów. Było wiadomo, że już po nich. Dziwnie to musiało wyglądać - grupa 13-sto i 14-sto latków jadących w sportowych autach przez centrum Łodzi, zniszczone atakiem kosmitów. Mimo, że nigdy nie jeździliśmy, szło nam całkiem nieźle. Do czasu, aż dojechaliśmy na Widzew. Gdy zatrzymaliśmy się na chwilę przy stadionie, jacyś ludzie zaczęli do nas strzelać z karabinów! Na miejscu padło czterech naszych. Atakujących była trójka. Wszyscy byli dorosłymi mężczyznami. Dziurawili pojazdy jak masło. Po chwili padły kolejne dwie osoby, wtedy Maciek wychylił się zza auta i wystrzelił cztery pociski, z czego jeden trafił pierwszego z mężczyzn w brzuch; zatoczył się i zaczął głośno jęczeć. Razem z Pierzakiem i Łucją (nawet fajna i pomocna dziewczyna, ogólnie lubiana przez wszystkich) oraz Edytą (bardzo ładna i znowu lubiana przez wszystkich, według mnie najfajniejsza dziewczyna w grupie) zakradliśmy się od tyłu i ukucnęliśmy za jakimś samochodem. Powiedziałem im, żeby poszli do jakiegoś bloku, a sam schyliłem się po karabin, którym okazał się M-16 i strzeliłem serią w drugiego mężczyznę. Trzeciego nie zdołałem trafić, ponieważ dziewczyny, razem z Kacprem, zrzuciły mu z wysokości doniczkę, przez co ten zemdlał. Szymon chciał go zabić, ale mu przeszkodziliśmy. Szymon to taki zabijaka i typowy dres, ale tak jak z Dawidem da się go lubić. Ma tylko zbyt wybuchowy temperament. Związaliśmy mężczyznę sznurem od bielizny i rozbiliśmy obóz w Biedronce. Na szczęście była pełna wszystkiego, co można znaleźć w sklepie. Jako, że zabiłem jednego z gości, M-16 należało do mnie. AK-47 drugiego poszło do Szymona, a jeszcze jedno M-16 do Jędrka. Jędrek to najbardziej religijny z nas, trochę otyły chłopak. Przed kataklizmem chciał zostać biskupem i wygląda na to, że nadal to jego główny cel w życiu. Nawiązując jeszcze do nowo zdobytej broni, to każdy z nas ma po 2 magazynkach. Albo przypadek, albo zostali wyposażeni przez większą grupę. Gdy bandyta się obudzi przepytamy go. Niestety, nie obudził się dzisiaj, więc ustawiliśmy Jędrka oraz Szymona na warcie a sami poszliśmy spać (wreszcie).

Głosy

22.12.2012
Obudził nas dojmujący chłód. Ognisko już dawno wygasło, a grudzień to grudzień. Rozeszliśmy się po galerii, aby poszukać przydatnych rzeczy, takich jak scyzoryki czy baterie. Po godzinie udało nam się zgromadzić całkiem spory zapas narzędzi survivalowych. Postanowiliśmy przeczekać w centrum jeszcze ze dwa dni, a następnie poszukać lepszego schronienia. Mam wrażenie, że słyszę niedaleko głosy nie należące do osób z mojej grupy. Jestem pewien ,że są to głosy ludzkie. Ciekawe ile takich grup jak nasza, jest jeszcze w Łodzi? Dotąd starałem się tego unikać, ale myślę ,będę powoli przedstawiał osoby które się tutaj znajdują. Przede wszystkim mojego najlepszego kolegę ,czyli Kacpra Pierzaka. Jest on tutaj prawdopodobnie najbardziej ogarniętą osobą, (co jest raczej dziwne ,patrząc na jego wcześniejsze zachowanie). Jest raczej mały i razem z Dawidem upolował dzikiego bernardyna, który wałęsał się po galerii.W ten sposób skończył się dzisiejszy dzień. Rozpaliliśmy wielkie ognisko z mebli i ubrań i ugotowaliśmy tego psa. A właśnie ,nie opisałem Dawida. Dawid to takie trochę niezrównoważone dziecko, ale jak chce to potrafi być naprawdę pomocny. Swoją drogą ta psina smakowała naprawdę nieźle, a ,że był to naprawdę duży bernardyn, to wystarczyło mięsa dla wszystkich. Postanowiłem z Kacprem Brudlem (kolejna osoba, taki klasowy przystojniak, przed kataklizmem uwielbiany w klasie, zawsze można na niego liczyć) stanąć na warcie. Kto wie ,co może przyjść w nocy?

Wyjście.



21.12.2012
Udało się ! Wreszcie stąd poszli! Czekaliśmy całą noc, ale było warto. Po śniadaniu obfitszym niż zwykle odważyliśmy się wyjść z kryjówki. Z duszą na ramieniu zdjęliśmy deski i… nie było ich! Odetchnęliśmy z ulgą. Mniej więcej po południu postanowiliśmy wyjść na powierzchnię .Ryków i wrzasków już nie było słychać, więc wzięliśmy broń i wyposażenie i mniej więcej po południu wyszliśmy z piwnicy. Pojedynczo opuszczaliśmy z piwnicy i kryliśmy się za zwałami gruzu. Jak cudownie było odetchnąć świeżym powietrzem! Opuściliśmy teren szkoły i postanowiliśmy się rozdzielić, żeby poszukać czegoś do jedzenia i innych potrzebnych rzeczy, więc ustanowiliśmy zbiórkę o 20. Na szczęście każdy z nas miał zegarek. Podzieliliśmy się więc na 4-osobowe grupy i porozchodziliśmy po mieście. Rozdzieliliśmy się tak, żeby w każdej grupie był co najmniej jeden chłopak. Ponieważ był już grudzień, a my nie mieliśmy żadnych ciepłych ubrań, poszliśmy do Galerii Łódzkiej. Miejsce było zniszczone, wszędzie walały się spalone pojazdy , martwi cywile i żołnierze. Co jakiś czas było widać nieżywego Regla, wszędzie czułem smród rozkładających się ciał i różne dziwne zapachy. W samej Galerii wszystkie szyby były potłuczone, na każdej ścianie widać było ślady po kulach i rozbryzganą krew. Na popękanej posadzce walały się sterty zniszczonych rzeczy. Obeszliśmy kolejno sklepy, pakując do znalezionych walizek ile się dało wszystkiego - ubrania, scyzoryki, jedzenie, przyrządy kuchenne… W H&M rozpaliliśmy ognisko i ugotowaliśmy zupę z tego co znaleźliśmy w Tesco i podgrzaliśmy parę konserw. Niestety, większość zawartości puszek  była już popsuta, ale zupa wyszła OK. Zapasów wystarczy nam na mniej więcej 3 dni. Gdy zaczęło się ściemniać, ułożyliśmy się wszyscy w jakimś sklepie i zasnęliśmy.

W ostatniej chwili.



19.12.2012
Już za chwilę Regle się przebiją!!! Kawałki skały już odpadają od ściany, wrzaski są tak głośne, że pękają bębenki w uszach. Ukryłem się z kilkoma przyjaciółmi w dole, jest nas 28, gdyż przez ten czas dużo kopaliśmy. Reszta nie chciała się z nami schować  i poszła się ukryć gdzie indziej. Tylko żołnierze, przestraszeni, postanowili nas bronić do ostatniej kropli krwi.
Przebili się ! Jest ich mnóstwo, w ostatniej chwili przykryliśmy dziurę deskami a żołnierze zasypali ją piaskiem. Pozostaje nam tylko się modlić i czekać.

Dół.



16.12.2012
Dół jest na tyle głęboki i szeroki, że zmieści się tam 15 osób, jeśli będą wszyscy  ściśnięci.

Opis.



1.12 .2012
Minął kolejny miesiąc .Zostało już tylko troje nauczycieli i ośmiu żołnierzy. Reszta popełniła samobójstwo. Zresztą to i tak najmniej ważna wiadomość. Wreszcie ktoś postanowił wytłumaczyć nam, co się stało na powierzchni.  Na apelu dowiedzieliśmy się, że Ziemię najechali kosmici! Z początku większość uznała, to za marny żart, ale po wytłumaczeniu…                                                                                                         

Ostatni oficer opowiedział nam, jak w 1962 roku Rosjanie znaleźli dziwny obiekt na Syberii. Byli wykończeni długotrwałą wojną w Wietnamie i potrzebowali drastycznych środków. Zabrali dziwny obiekt do laboratorium, gdzie po wielotygodniowym rozmrażaniu zobaczyli dziwną istotę. Po badaniach okazało się, że to pozaziemska forma życia. Jednak coś się stało. Kosmita przebudził się i w parę godzin zabił wszystkich naukowców i żołnierzy z laboratorium. Ów kosmita nie wiadomo jakim sposobem skontaktował się ze swoją rasą i wrócił na jego planetę. Ale co się stało, to się nie odstanie. W końcu znowu zaatakowali. Zdeportowali się na terenie Turcji, zmiatając kraj z powierzchni ziemi. Później dostaliśmy opis kosmitów.


                 
                    __________________________________________________________________________________    
                                                                        REGLE
Kosmici zwani też jako Regle, to istoty słabo rozwinięte, porozumiewają się jedynie prymitywnymi rykami i stęknięciami. Na ziemi pojawiły się dzięki umiejętności zbiorowej teleportacji, która powoduje olbrzymi wstrząs, rozchodzący się parę tysięcy kilometrów od miejsca lądowania. Są niezwykle wytrzymałe. Potrafią przetrwać nacisk 900 kg . Są też wytrzymałe na pociski, dzięki skórze, która działa jak kamizelka kuloodporna. Żywią się mięsem i mieszkają w jaskiniach. Opanowały proste narzędzia, takie jak młotek, miecz lub topór. Ich jedynym celem życiowym jest niszczenie innych cywilizacji. Rozwinęły prosty rodzaj handlu wymiennego. Na ich własnej planecie nie są dominującą rasą. Stąd pojawiły się wnioski, że agresję wykształciły do obrony przed panującymi istotami. Nie mają religii. Nie hodują zwierząt. Mają bardzo prosty podział społeczny:
1.  Władca, zwany przez nich Or’oh’nash. Wiadomo, że oddają mu połowę swoich zdobyczy. Choć teoretycznie nimi rządzi, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Tak naprawdę istnieje tylko z potrzeby Regli, które chcą mieć kogo czcić.
2.Żołnierz, zwany Er’ah’nash. Wyczuwa ofiary przez ruch i w dużym świetle. Jest najmniej ważny z Regli . Jest bardzo silny i  ciemnozielony.
3.Oficer ( to najlepsze słowo na określenie tego Regla ), nie wiadomo, jak na niego wołają. Widzi ciepło, dzięki czemu lepiej się sprawdza w ciemnych miejscach i w lesie. Jest też silniejszy i trochę bardziej inteligentny niż reszta. Jest brązowy.
4.Zwiadowca, jako jedyny obsługuje łuk z bardzo potężnym naciągiem. Widzi tak, jak ludzie, co ułatwia mu strzelanie. Umie też latać na krótkie odległości, dzięki swoim małym, muszym skrzydłom. Jest koloru brudno niebieski. Jego nazwa brzmi: Kik’or’as’hnes.
5.Row’ sohs’ ashen  jest najbardziej ,,inteligentny” z Regli, ma swój własny oddział i jako jedyny umie pływać. Wykształcił coś na kształt macek, które pomagają mu widzieć. Bez macek zostaje mu super czuły węch, ponad 100 razy silniejszy od węchu psa. Jest również ciemnozielony, więc można go odróżnić od zwykłego żołnierza jedynie po ukrytych mackach.

 __________________________________________________________________________

Oni są przerażający. Myśl, że niedługo się tu dostaną sprawiła, że pięciu uczniów popełniło samobójstwo. Po pochowaniu ich pani dyrektor,  która jeszcze żyła, oświadczyła zimno: ,,Będzie dla nas więcej jedzenia”. Spotkało się to z wielkim protestem - jak można być tak nieludzkim?!  Zacząłem z kilkoma kolegami kopać głęboki dół, żołnierze nam kazali.