czwartek, 6 czerwca 2013

Nowa grupa

17.01.2013
Obudziły mnie podniecone głosy. Zerwałem się na nogi i już chciałem skoczyć po dubeltówkę, kiedy jeden ze stojących w domu mężczyzn powiedział
-Stop it!
-Miał wyraźny, francuski akcent. Spytałem się -Polish?-Mężczyzna zaczął coś mówić i po chwili jakiś gościu powiedział do mnie
-Cześc!
-Witam- Odpowiedziałem.
-Nie chcielibyście oddać nam trochę amunicji?
-Damy, jeśli weźmiecie nas ze sobą.
-Facet zamyślił się i powiedział coś do francuza, który najwyraźniej był przywódcą grupy. Po krótkiej wymianie zdań polak powiedział do mnie:
-Możecie się dołączyć, ale dostosowujecie się do naszych zasad ,Ok?
-Przytaknąłem. Nagle się przeraziłem, gdzie jest Fruzia! Spytałem się:
-Nie widzieliście tu dziewczyny mniej więcej w moim wieku?
-Nie, byłeś tylko ty, a co ,zgubiłeś ją?
-Przyjechałem tu z dziewczyną, Franką! Jeszcze wczoraj tu była!
-Dobra, Gerardo zabierze cię do obozu, a ja i paru innych chłopaków poszukamy tej twojej Franki.
-Gerardo zabrał mnie do ogrodzonego miasteczka, Pierwsze co mi się z nim skojarzyło, to woodbery z the walking dead. Gerardo zabrał mnie do jakiegoś domku i powiedział, żebym dzisiaj nie wychodził. Niechętnie się zgodziłem. Nie miałem niczego do roboty, więc zdrzemnąłem się.

Plany

16.01.2013
Pierwsze ,co zrobiłem po przebudzeniu, to skarcenie się w myślach za spanie na warcie. Postanowiłem nie budzić Fruzi i sam spakowałem wszystkie rzeczy do auta. Po upływie około 2 godzin i zjedzeniu z dziewczyną śniadania wyjechaliśmy w drogę. Jechaliśmy w milczeniu dopóki nie zauważyliśmy ogromnego stada zombie tuż przed nami. Wjechaliśmy w nie powoli rozpychając tabuny umarlaków. Jechaliśmy tak przez 10 minut, a kiedy już wyjechaliśmy jedynym śladem po nieumarłych były smugi krwi na szybach. Pod wieczór wjechaliśmy do małego miasteczka, ułożyliśmy się w jakimś domu i poszliśmy spać.

środa, 15 maja 2013

UWAGA!

Znowu zastój :P Sorry ludzie, ale totalnie nie mam weny. Jak pewnie widzieliście w poprzednich postach, coraz gorzej mi szło składanie wszystkiego do kupy. Obiecuję, że jak tylko moja wena wróci, to natychmiast coś napiszę, a póki co, będę ją regenerował nutellą i toffefe :)

wtorek, 7 maja 2013

Motel

15.01.2013
Kiedy się obudziłem, Fruzi już nie było w łóżku. Zdenerwowałem się, że coś mogło jej się stać, ale po chwili weszła do pokoju pytając się, czy jestem głodny. Odparłem, że tak, a ona dała mi batona Mars. Po zjedzeniu wyszedłem na dwór, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Zacząłem się zastanawiać, czy lepszym pomysłem byłoby zostanie na farmie, czy wyruszenie w dalszą drogę. Franka powiedziała, że chce jak najszybciej uciec z tego miejsca, więc spakowaliśmy wszystkie potrzebne rzeczy do auta, a następnie wyruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy około 2 godzin, po drodze mijając parę farm, jednak na żadnej się nie zatrzymywaliśmy, z powodu wielkiej ilości zombie. W końcu pod wieczór dojechaliśmy do małego motelu. Na parkingu stało parę aut, więc powiedziałem Fruzi, żeby została w samochodzie, a sam poszedłem przeszukać owe auta. Niestety, nic nie znalazłem, więc zawołałem Frankę i razem weszliśmy do motelu. Mimo ,że nie było prądu, to wnętrze było mocno oświetlone. Poprosiłem dziewczynę, żeby poszukała czegokolwiek na parterze, a sam poszedłem zwiedzić piętro z pokojami gościnnymi. Ku mojej wielkiej uldze, nie było tam żadnych zainfekowanych. Znaleźliśmy stosunkowo dużo jedzenia, więc postanowiliśmy zostać tu na noc lub dwie. Zaoferowałem się do stania na warcie i tak spędziłem noc.

środa, 1 maja 2013

Farma

14.01.2013
Obudziły mnie jęki zombie. Byłem sam w aucie, a dookoła auta zebrało się całkiem spore stadko. Przeraziłem się, nie wiedząc co robić. Zacząłem szarpać za scyzoryk, cały czas wbity w głowę zombiego, ale   wyrwałem go bez ostrza. Otworzyłem więc śrubokręt mówiąc sobie w duchu, że lepsze to niż nic, ale jednocześnie wiedząc, że wiele mi on nie da. Nagle dostałem olśnienia. Skoro silnik działał, to czemu miałbym nie pojechać gdzieś tym samochodem? Ruszyłem ostro, przejeżdżając przy okazji zombiego i roztrącając inne, a następnie pojechałem przed siebie. Stanąłem przy pierwszym lepszym gospodarstwie rolnym. Na podwórku szwędało się parę zombie. Już miałem odpuścić, kiedy usłyszałem wołanie o pomoc. Pewnie nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie to, że głos ten należał do dziewczyny najwyraźniej z Polski. Przeklinając w duchu swoją rządzę bycia ,,bohaterem" zakradłem się do domu z którego dobiegało wołanie. Niestety jedyne okna i drzwi były od strony podwórka, gdzie również stało 6 zombie.Nie wiedziałem co robić. Nagle wpadłem na głupi pomysł. Wszedłem do samochodu i wjechałem na podwórko rozjeżdżając przy tym zombie. Następnie zacząłem się dobijać do domu, krzycząc przy okazji ,że już po wszystkim i, że zabiłem zombie. Otworzyła mi ładna dziewczyna, trochę niższa niż ja. Zaczęła mierzyć we mnie z dubeltówki, ale po chwili rozpłakała się i wyrzuciła ją do domu. Spytałem się głupio czy mogę wejść, a ona odpowiedziała, że tak. Tak więc wszedłem do środka i obejrzałem wyposażenie domku. Mieliśmy dubeltówkę z 10 nabojami + noże i wszelkie narzędzia farmerskie. Pod koniec dnia umościłem sobie legowisko koło łóżka dziewczyny ,a potem zacząłem ją wypytywać o wszystko co się działo. Mówiła mi, jak jechała z rodzicami autostradą, kiedy pod koło wpadł pierwszy zombie. jej tata wyszedł zobaczyć co to i wtedy umarły rzucił się na niego. Jej mama, siostra i ona sama zaczęły biec przed siebie, aż dotarły do tej farmy.  Tutaj spotkali rodzinkę farmerów, którzy pozwolili im zostać tu na noc. Niestety, w nocy na farmę dotarł jakiś samotny zombie. Farmerzy przypięli go skórzanymi paskami w stodole i trzymali przez kolejny dzień. Jednak, gdy siostra dziewczyny podeszła bardzo blisko, zombiakowi urwały się ręce i rozszarpał małą. Zombie pogryzł też resztę rodziny i tak dziewczyna została sama, uwięziona w tym domu. Wtedy znowu się rozpłakała. Chwilę przed zaśnięciem spytałem się jej, jak się nazywa. Odpowiedziała mi, że Franka, oraz żebym mówił do niej Fruzia. Ja też się przedstawiłem i chciałem opowiedzieć moją historię, ale Fruzia już zasnęła, więc sam podążyłem w jej ślady.

Solanum V

13.01.2013
Chciałem się dzisiaj umówić z przyjaciółmi. Jednak gdy szykowałem się do wyjścia, do mojego domku wparowało paru uzbrojonych po zęby żołnierzy, którzy wsadzili mnie do worka, a następnie do bagażnika. Przez pół godziny drogi zastanawiałem się ,co ja takiego zrobiłem. Gdy dojechaliśmy na miejsce, mundurowi nie raczyli mnie wyjąć z worka, tylko popychali przed siebie, dopóki nie dotarliśmy do jakiejś sali operacyjnej. Jakiś lekarz zdjął ze mnie worek, a następnie posadził na łóżku i bez pytania pobrał krew. Zabolało. Doktor spytał się, czy mam jakieś bóle głowy, i czy nie widzę czarnych odbarwień w miejscach żył. Odpowiedziałem ,że nie, ale doktor uparcie dalej się pytał czy  na pewno i czy nie oszukuję. Nie było mi do śmiechu, a on najwyraźniej ze mnie żartował. W końcu po długim pytaniu, czy naprawdę nie skłamałem postanowił mi coś powiedzieć- powiedzieć o wirusie Wybrańców, zwanym Solanum Vanderhaveni. Wirus ten, zwany jest też potocznie wirusem zombie. Tak ,wybrańcy najpierw stworzyli regle, a teraz zombie. Nie wiedziałem, czy się śmiać czy płakać. Doktor powiedział, że wirus wcale nie został spuszczony na Amerykę. Przybył do niej w ciałach , ocalałych z Europy ,Azji i Afryki. Wybrańcy zaszczepili u najbardziej podatnych na wirusa Solanum prototyp owego organizmu, a wraz z przybyciem ludzi rozniósł się po całej Ameryce. Niestety, początkowo prawie niegroźny wirus zdążył ewoluować, aż w końcu po całej Ameryce zaczęły się szwendać żywe trupy rodem z the walking dead. Na szczęście wirus, który początkowo roznosił się drogą wodną, teraz zagraża tylko, jeśli zarażony ugryzie zdrową osobę. Doktor chciał chyba powiedzieć mi więcej, ale nagle do pomieszczenia wpadł żołnierz i wygonił nas na zewnątrz. W obozie panował totalny chaos ,wszyscy biegali bez opamiętania we wszystkie strony. Jakiś mężczyzna wszedł na kaem jakiegoś Humvee i zaczął strzelać w cywilów i żołnierzy, dopóki nie uciszył go snajper. Wyrwałem się żołnierzowi i pobiegłem w stronę mieszkań moim kolegów i koleżanek. Na szczęście po drodze znalazłem motor i mimo ,że chwiejnie to w końcu dotarłem na miejsce. Jak można się było spodziewać, nie było tam nikogo. Prawie nikogo. Na początku usłyszałem szuranie. Następnie jęki, a po chwili zza rogu wyłoniło się stadko zombie! Najprawdziwszych w świecie zombie. Jeden nie miał ręki, inny był cały poszatkowany kulami, jeszcze inny czołgał się po ziemi bez nóg. Dobrze, że nie byli zgnili. Czym prędzej wszedłem na motor i odjechałem, po drodze wpadając na inny motor. Niestety, z obozu zabrano wszystkie potrzebne rzeczy. Nie było żadnej broni palnej, więc wziąłem tylko Twixa, który leżał na wierzchu i wyjechałem na autostradę. Tak, wyglebałem się po paru kilometrach, a motor spadł ze zbocza, tak, że nie opłacało się go szukać. Zjadłem Twixa i ruszyłem przed siebie. Po godzinie marszu znalazłem 2 zderzone ze sobą auta. Przeszukałem pierwsze i z łupem w postaci wody i scyzoryka ruszyłem do drugiego auta. W owym aucie siedział przypięty pasami ,nieświeży zombiaczek. Smród był okropny. Bez zastanowienia otworzyłem scyzoryk i próbowałem wbić mu w głowę. Pierwszy cios ześlizgnął się po czaszce, pozostawiając jedynie paskudną ranę. Podobnie drugi i trzeci, więc po prostu wbiłem scyzoryk przez oczodół. Zabiłem zombiego i straciłem scyzoryk, ale jak na złość w drugim aucie niczego nie było, więc włączyłem silnik ,który jakimś cudem jeszcze działał i zasnąłem.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Przyjaciele

12.01.2013
Dzisiaj zaraz po śniadaniu przyszła do mnie wiadomość, że możemy się spotkać ze znajomymi! Odrazu wszedłem na facebooka i umówiłem się z paroma znajomymi na wyjście do McDonalda o 14. Byli to Dawid, Kacpry, Maciek, Edyta, Łucja a także parę innych osób których jeszcze nie przedstawiłem. Niestety, McDonald był zapełniony, podobnie jak KFC i Pizza Hut  więc dzięki podpowiedziom GPS'a  udaliśmy się do Burger Kinga. Jak można się było spodziewać , świecił pustkami, ale w końcu z tego powodu tu przyszliśmy. Mimo ,że kanapki były zbyt tłuste jak na mój gust, to dobrze się bawiliśmy. Po obiedzie poszliśmy do kina na Iron Mana 3. Niestety był po angielsku i byłem chyba jedyną osobą, która prawie niczego nie rozumiała. Przynajmniej efekty były ciekawe. Po dniu pełnym zdarzeń wróciłem do domu, gdzie siedziałem również do końca dnia.

Kolejne Odpowiedzi

11.01.2013
Z samego rana zostałem zaprowadzony na kolejne przesłuchanie. Tym razem facet w białym kitlu zadawał mi pytania przez 3 godziny. Nie byłoby w tym niczego dziwnego gdyby nie to, że nic z tego nie pamiętałem. Kiedy mężczyzna przestał mi zadawać pytania, ocknąłem się i zapytałem kiedy zaczynamy. Odpowiedział, że już wszystko wie i że teraz może mi wszystko opowiedzieć. Opowiadał o tym, że dzięki mojej i paru tysięcy innych osób krwi, Wybrańcom udało się utworzyć wirusa. Nikt po za samą sektą nie wiedział jak ten wirus ma działać, ponieważ jeniec kiedy próbował to wyjawić niespodziewanie umarł. Zupełnie jak tamten bandyta, podczas przesłuchania w biedronce! Naukowcy rozpoczęli więc prace nad szczepionką na tego wirusa, mimo iż nikt nawet nie wiedział co on właściwie robi. Prawdopodobnie wirus został rozpylony miesiąc temu na terenie Ameryki północnej i południowej, więc liczyły się sekundy. Okazało się też, że osoby z Europy ,Azji i Afryki nie są zarażone. Dlatego prawdopodobnie właśnie od nich będzie zależeć los ludzkości. Spytałem się jeszcze dlaczego właśnie ja mam domek, a moi znajomi nie. Naukowiec odpowiedział, że ze względu na moje przeżycia.
-Taaa... -pomyślałem-bardzo śmieszne. - Ale bez słowa dałem się zaprowadzić do domku, gdzie zostałem przez resztę dnia.

Psycholog

10.01.2013
Gdy rankiem przyszedł żołnierz, natychmiast poprosiłem go, by dali mi dostęp do psychologa. Dostałem zgodę i wiadomość, na której było napisane, że psycholog przyjedzie do mnie o 15.00. Do tego czasu siedziałem w pokoju i kończyłem czytać 5 część GONE'A. Doktor przyjechał punktualnie. Był to miły i wesoły staruszek, który od razu po przyjściu rozpoczął badanie. Najpierw pokazywał mi plamy atramentu. Widziałem różne zwierzęta i bronie, a raz regla. Ale kiedy doktor pokazał mi ostatni obrazek , nie wiem dlaczego, ale przeraziłem się. Przypominało mi to oczy w ciemności. Nie wiem co to były za oczy, ani dlaczego tak się na ich widok przeraziłem, ale postanowiłem nie mówić o tym psychologowi. Staruszek następnie zaczął zadawać mi pytania typu jak się dzisiaj czuję, albo czy mam depresję. Po półgodzinnym badaniu doktor powiedział, że wszystko jest w porządku, a następnie wyszedł. Byłem zawiedziony, nie tego się spodziewałem, ale nic nie mówiłem. Pod koniec dnia znalazłem na fejsie parę znajomych osób i zacząłem konwersację. Wszyscy moi znajomi nadal mieszkali w tamtych metalowych barakach. Czym się tak bardzo wyróżniałem? Czy na pewno jedynie tym, że znalazłem się u Wybrańców? Nie wiedziałem co myśleć, więc położyłem się spać.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Zaproszenia

9.01.2013
Przez cały dzień czekałem z nadzieją, że ktoś przyjdzie i da mi odpowiedzi na miliony pytań kłębiących się w mojej głowie. Niestety, nikt nie przyszedł. Robiłem więc wszystko, by nie zanudzić się na śmierć. Dopiero pod koniec dnia, na tablecie wyświetlił się komunikat oznajmiający, że internet został włączony dla wszystkich osób z Europy. Przez chwilę zastanawiałem się, czy mowa jest o milionach czy raczej tysiącach, a następnie zalogowałem się na moje facebookowe konto. Zdziwiony, ujrzałem ogromną ilość wiadomości i jeszcze większą ilość zaproszeń do grona znajomych. Wszyscy gratulowali mi przeżycia i chcieli poznać szczegółowo moją historię. Poczułem się dziwnie. Przed atakiem regli żadna z tych osób nawet nie zwróciłaby na mnie uwagi. Oznaczało to, że dzięki kataklizmowi stałem się sławny. Stałem się sławny dzięki miliardom zabitych ludzi. Przez chwilę czułem się, jak wielki władca mający w garści cały świat. Przez resztę dnia czułem do siebie tylko obrzydzenie. Póki co zostawiłem zaproszenia w spokoju. Nie wiedziałem co z nimi zrobić. Jedyne co było pewne, to moja prośba o wizytę u psychologa.