17.01.2013
Obudziły mnie podniecone głosy. Zerwałem się na nogi i już chciałem skoczyć po dubeltówkę, kiedy jeden ze stojących w domu mężczyzn powiedział
-Stop it!
-Miał wyraźny, francuski akcent. Spytałem się -Polish?-Mężczyzna zaczął coś mówić i po chwili jakiś gościu powiedział do mnie
-Cześc!
-Witam- Odpowiedziałem.
-Nie chcielibyście oddać nam trochę amunicji?
-Damy, jeśli weźmiecie nas ze sobą.
-Facet zamyślił się i powiedział coś do francuza, który najwyraźniej był przywódcą grupy. Po krótkiej wymianie zdań polak powiedział do mnie:
-Możecie się dołączyć, ale dostosowujecie się do naszych zasad ,Ok?
-Przytaknąłem. Nagle się przeraziłem, gdzie jest Fruzia! Spytałem się:
-Nie widzieliście tu dziewczyny mniej więcej w moim wieku?
-Nie, byłeś tylko ty, a co ,zgubiłeś ją?
-Przyjechałem tu z dziewczyną, Franką! Jeszcze wczoraj tu była!
-Dobra, Gerardo zabierze cię do obozu, a ja i paru innych chłopaków poszukamy tej twojej Franki.
-Gerardo zabrał mnie do ogrodzonego miasteczka, Pierwsze co mi się z nim skojarzyło, to woodbery z the walking dead. Gerardo zabrał mnie do jakiegoś domku i powiedział, żebym dzisiaj nie wychodził. Niechętnie się zgodziłem. Nie miałem niczego do roboty, więc zdrzemnąłem się.
No cóż... Seria ta ma opowiadać o tym, jak mogłoby wyglądać przetrwanie grupki ludzi/dzieci w postapokaliptycznym świecie. Nie wiem, czy wychodzi mi to dobrze, ale się staram ;)
czwartek, 6 czerwca 2013
Plany
16.01.2013
Pierwsze ,co zrobiłem po przebudzeniu, to skarcenie się w myślach za spanie na warcie. Postanowiłem nie budzić Fruzi i sam spakowałem wszystkie rzeczy do auta. Po upływie około 2 godzin i zjedzeniu z dziewczyną śniadania wyjechaliśmy w drogę. Jechaliśmy w milczeniu dopóki nie zauważyliśmy ogromnego stada zombie tuż przed nami. Wjechaliśmy w nie powoli rozpychając tabuny umarlaków. Jechaliśmy tak przez 10 minut, a kiedy już wyjechaliśmy jedynym śladem po nieumarłych były smugi krwi na szybach. Pod wieczór wjechaliśmy do małego miasteczka, ułożyliśmy się w jakimś domu i poszliśmy spać.
Pierwsze ,co zrobiłem po przebudzeniu, to skarcenie się w myślach za spanie na warcie. Postanowiłem nie budzić Fruzi i sam spakowałem wszystkie rzeczy do auta. Po upływie około 2 godzin i zjedzeniu z dziewczyną śniadania wyjechaliśmy w drogę. Jechaliśmy w milczeniu dopóki nie zauważyliśmy ogromnego stada zombie tuż przed nami. Wjechaliśmy w nie powoli rozpychając tabuny umarlaków. Jechaliśmy tak przez 10 minut, a kiedy już wyjechaliśmy jedynym śladem po nieumarłych były smugi krwi na szybach. Pod wieczór wjechaliśmy do małego miasteczka, ułożyliśmy się w jakimś domu i poszliśmy spać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)